Artykuły

Jak wygląda praca położnej?

polozna

Widziała na swoim dyżurze dzieciobójczynię, zrozpaczoną matkę, której dziecko nieoczekiwanie zmarło tuż przed rozwiązaniem, spokojne położnice i zestresowane pierworódki. Jednak cały czas nie traci zapału i serca do pracy, która jest dla niej najważniejsza. Aby opowiedzieć ludziom o swoim zawodzie założyła bloga, który już doczekał się ponad miliona wizyt. Jak naprawdę wygląda praca położnej?

Jak tylko zaczęłam dyżur wiedziałam, że stanie się coś złego

- Dzień zaczynam dość wcześnie, bo w pracy muszę być przed siódmą rano. Zazwyczaj jestem kwadrans wcześniej, żeby się przebrać i przygotować do raportu. Na raporcie przekazywane są informacje o przebiegu dyżuru, stanie pacjentek, dzieci, sprawach, które trzeba załatwić. Nie wszystko da się opisać w kartach obserwacji i takie raporty są bardzo pomocne. Od pewnego czasu, jeśli nie ma pacjentek na porodówce, to moim miejscem pracy jest oddział noworodkowy, czyli neonatologiczny. Wykonuję tam obowiązki położnej odcinkowej. Jeśli jest rodząca na bloku lub planowane jest cięcie cesarskie, to zajmuję się opieką nad noworodkiem od momentu urodzenia. Matką opiekuje się moja koleżanka, taki podział sprawdza się znakomicie. Każda ma swoją działkę, ale jednocześnie służy pomocą drugiej - przyznaje w rozmowie.

Jej blog to miejsce, w którym można zapoznać się z historiami, jakie wydarzyły się naprawdę. Wiele z nich ma bardzo dużo komentarzy, bo to co opisuje, żywo interesuje czytelników. Ona cały czas utwierdza się w przekonaniu, że medycyna uczy jednak pokory.

- Jak tylko zaczynałam dyżur wiedziałam, że coś złego się stanie. Już w czasie raportu dziewczyny zaczęły narzekać, że dniówka ciężka, szef marudził o dokumenty, oddziałowa dała grafik i znów są zmiany w dyżurach. Wiadomo, narzekamy i dyskutujemy, wtedy zadzwonił telefon – wspomina położna.

Pamięta, że już po podniesieniu słuchawki poczuła dziwny niepokój. Dzwoniącą okazała się być pacjentką w 38 tygodniu ciąży. Mówiła, że od kilku godzin nie czuje ruchów płodu i pytała czy może przyjechać do szpitala na badanie. Położna powiedziała jej, żeby natychmiast przyjechała i nie brała żadnych rzeczy, bo szkoda czasu na pakowanie. Koleżanka skarciła ją, że może niepotrzebnie nastraszyła pacjentkę, a dziecko może po prostu śpi. Niestety, złe przeczucia okazały się słuszne.

Dziecko nie żyło, a my nic nie mogłyśmy zrobić

- W szpitalu pacjentka zjawiła się po dziesięciu minutach. Była opanowana i w miarę spokojna. W pierwszym momencie pomyślałam sobie, że strzeliłam gafę z tym pośpiechem i niepotrzebnie niepokoiłam ciężarną. Jednak moje obawy się potwierdziły. Po podłączeniu KTG skóra mi ścierpła. Całkowity brak tętna płodu. Dziecko było martwe. Lekarz wezwany do gabinetu potwierdził to badaniem USG i próbował powiedzieć o śmierci dziecka, ale kobieta nie przyjmowała tragicznej wiadomości. Zaczęła krzyczeć, żebyśmy ratowali jej dziecko, a my już nic nie mogliśmy zrobić… - wspomina ze smutkiem.

Rozegrały się dantejskie sceny. Do gabinetu wtargnął partner, krzyczał, zaczął szarpać lekarza, dziewczyna szlochała, uklękła przy kozetce i odpychała od siebie inną położną, która próbowała ją podnieść z podłogi.

- Rano, jak schodziłam z dyżuru spotkałam partnera tej kobiety. Spojrzał na mnie z nienawiścią i powiedział: "Wszystko przez was". Nie miałam żalu, w takim nieszczęściu mówi się różne rzeczy – dodaje ze zrozumieniem położna.

"On tak pragnie tego dziecka i dlatego szarpał"

Ta praca to nieustanny kontakt z ludźmi, najróżniejszymi i nie ma tu na myśli tylko przyszłych matek, które zachowują się czasem nieprzewidywalnie. Bardzo dobrze pamięta partnera młodej pacjentki, bardzo dziwnego mężczyznę…

- Nawet w naszej obecności próbował ją szarpać, bo za głośno jęczała. Chciałyśmy go wyprosić, ale pacjentka się nie zgodziła. Tłumaczyła go nawet mówiąc, że urodzi mu syna, więc on się denerwuje, bo tak pragnie i kocha dziecko - dlatego ją szarpał. Większych bzdur to ja nie słyszałam, ale trudno w takim momencie pomóc kobiecie. Co możemy? Nic, taka jest prawda. Drań chodzi i gada przez komórkę. Klnie jak szewc i głupio rechocze. "Musi dopilnować, żeby c…pę ciasno zszyli, bo tak lubi". Obrzydliwość. Modlę się, żeby było tylko spokojnie i bez wyzwisk - relacjonuje później na blogu.
Nasza bohaterka nie ukrywa, że czasem po prostu boi się niektórych partnerów pacjentek. Na oddziale nie ma ochrony. Lekarz też nie będzie się szarpać z wariatem, a jak dostaniesz po głowie, to każdy powie: "Trzeba było uważać".

W pierwszej chwili pomyślałam, że ktoś ją zgwałcił - czytaj dalej

Poprzednia Następna »
Nie udało się dodać załącznika.
Nie udało się dodać więcej załączników, usuń któryś z już dodanych.
Poczekaj chwilę - trwa dodawanie załączników.

Komentarz został wysłany.

Przepraszamy Twój komentarz nie może zostać wysłany

Wkrótce pojawi się w serwisie. Zachęcamy do dalszej dyskusji. Wystąpił błąd i nie można zapisać komentarza.
Napisz komentarz...

 
Brak zdjęcia












Wpisz, jak chcesz się przedstawić
lub zaloguj się

Komentarze (565)

Brak zdjęcia
Brak zdjęcia ~mama2 Użytkownik anonimowy
~mama2 :
Brak zdjęcia ~mama2 Użytkownik anonimowy
fakt, wkurzające są rodzinki odwiedzających. Ja leżałam w dwuosobowej sali. Do mnie raz na dzień ktoś przyszedł. posiedział pół godziny i poszedł. Do mojej współlokatorki cały czas przychodzili, turami. Maz z synkiem, potem teściowa z teściem, potem ciotka z kims tam. I tak codziennie. Jakie to jest krępujące dla tej drugiej kobiety! Nie można normalnie do toalety iść. Człowiek obolały, z wielgachną podpachą w kroku, bez majtek (bo nie wolno) i trzeba się przedzierać pomiędzy członkami rodziny . Zero wyczucia! masakra.
14 sty 16:57 | ocena: 96%
Liczba głosów:655
96%
3%
| odpowiedzi: 195
odpowiedz oceń: -1 +1
Link do tego komentarza:
Brak zdjęcia
Brak zdjęcia ~matka Użytkownik anonimowy
~matka
Brak zdjęcia ~matka Użytkownik anonimowy
do ~Ja:
Brak zdjęcia ~Ja Użytkownik anonimowy
23 sty 14:26 użytkownik ~Ja napisał:
nie kazdy jest taki jak Ty trzeba bylko rodzic w prywatnej klinice w pokoju jednosoobowym. Niektore dziewczyny potrzebuja kontaktu z rodzina w tych dniach. Jelsi chodzi o chodzenie w majtakch czy bez od tego jest dom a dwa i tak cie wszyscy wyogladali na
Kobieto, co ty wygadujesz - to, że ogląda kobietę rodzącą sztab ludzi z personelu, to nie powód, aby tabunom obcych ludzi musieć się pokazywać w takim stanie. Te odwiedziny całymi godzinami i stadami, to nie jest brak kultury, ale zwykłe chamstwo. Matkę i dziecko powinien móc odwiedzić mąż, ewentualnie matka, odwiedzić, a nie przesiadywać godzinami. Szpital to nie hotel, a sala szpitalna, to nie apartament. Jeszcze ludzie są takimi debilami, że przyłażą do tych noworodków ze swoimi choróbskami - katar, kaszel - nie ważne - ja muszę bo się uduszę. Kiedy ja leżałam po porodzie w szpitalu, też miałam taką współtowarzyszkę na sali, której mąż całymi godzinami siedział, ja się bałam zasnąć, żeby nie pokazać mu tyłka przy zmianie pozycji i wogóle, szkoda słów. Ale jak przyszła siostra z oprychą na pół gęby, to nie wytrzymałam i w końcu pogonili towarzystwo. Ludzie, chcecie narażać swoje nowonarodzone dzieci na infekcje okołoporodowe - wasz wybór - wolny kraj, ale nie narażajcie na to czyichś dzieci. Jeszcze jedno, kiedyś obowiązywał absolutny zakaz odwiedzin na połoznictwie i to było naprawdę niegłupie.
23 sty 14:50 | ocena: 96%
Liczba głosów:513
96%
3%
| odpowiedzi: 45
odpowiedz oceń: -1 +1
Link do tego komentarza:
Brak zdjęcia
Brak zdjęcia ~ja Użytkownik anonimowy
~ja :
Brak zdjęcia ~ja Użytkownik anonimowy
Chociaż jużmam trochę lat , ale pamietam swoje 2 porody. Pierwszy lata 79 ,w N. Hucie czasy paskudne. Pamiętam dziewczynę ,która cały dzień prawie płakała ,ze ją brzuch boli i krew jest w moczu. Zadna położna nie podeszła do niej tylko mówiły ...tak ma być. Oglądały w telewizji odjazd Papieża z Krakowa. I stało się nieszczęście jak dziewczyna zemdlała . Wtedy zaczął się wielki ruch, 3 lekarzy i cały personel. Niestety dziecko już było martwe, ledwo odratowali dziewczynę. Nigdy nie zapomnę tego widoku i rozpaczy tej młode, kobiety. Sama później bardzo się bałam . Juz nie poszłam drugi raz tam rodzić. Byłam bardzo wyczulona. Wszystko zależy od ludzi jak podchodzą do sprawy. O tym nikt nie pisał , nikt nie mówił. Teraz to przynajmniej mozna opisać w internecie. Drugi poród był dobry , trafiłam na dobrą położną i dobrych lekarzy.
23 sty 14:29 | ocena: 97%
Liczba głosów:245
97%
2%
| odpowiedzi: 35
odpowiedz oceń: -1 +1
Link do tego komentarza:
Brak zdjęcia
Brak zdjęcia ~Nina Użytkownik anonimowy
~Nina
Brak zdjęcia ~Nina Użytkownik anonimowy
do ~Ja:
Brak zdjęcia ~Ja Użytkownik anonimowy
23 sty 14:26 użytkownik ~Ja napisał:
nie kazdy jest taki jak Ty trzeba bylko rodzic w prywatnej klinice w pokoju jednosoobowym. Niektore dziewczyny potrzebuja kontaktu z rodzina w tych dniach. Jelsi chodzi o chodzenie w majtakch czy bez od tego jest dom a dwa i tak cie wszyscy wyogladali na
Cytuję Twoje słowa: "Jelsi chodzi o chodzenie w majtakch czy bez od tego jest dom a dwa i tak cie wszyscy wyogladali na prawo i lewo w czasie porodu" - piszesz jak upośledzona nastolatka. Pierwszy człon zdania jest w ogóle niezrozumiały, przecież ona jest w szpitalu! Ma nie chodzić do toalety w takim razie? Co do drugiego członu: oglądali ją lekarze, czyli ludzie, którzy mają za zadanie pomóc jej w urodzeniu dziecka, a nie jakaś rodzina pacjentki. Myśl! To nie boli.
23 sty 14:48 | ocena: 91%
Liczba głosów:235
91%
8%
| odpowiedzi: 25
odpowiedz oceń: -1 +1
Link do tego komentarza:
Brak zdjęcia
Brak zdjęcia ~ona Użytkownik anonimowy
~ona
Brak zdjęcia ~ona Użytkownik anonimowy
do ~Ja:
Brak zdjęcia ~Ja Użytkownik anonimowy
23 sty 14:26 użytkownik ~Ja napisał:
nie kazdy jest taki jak Ty trzeba bylko rodzic w prywatnej klinice w pokoju jednosoobowym. Niektore dziewczyny potrzebuja kontaktu z rodzina w tych dniach. Jelsi chodzi o chodzenie w majtakch czy bez od tego jest dom a dwa i tak cie wszyscy wyogladali na
Poprosiłam kiedyś na sali poporodowej pacjentkę, żeby ograniczyła trochę wizyty (bardzo grzecznie, tłumacząc jej, że to mi bardzo przeszkadza, zwłaszcza, że wśród tych osób było sporo mężczyzn, mężów/partnerów jej koleżanek). Było to towarzystwo w moim wieku, kobieta się obruszyła i nic się nie zmieniło. Przestałam zakładać szlafrok, a miałam koszulkę na ramiączkach "przed kolano". A że miałam to szczęście, że poza brzuchem w ciąży nie przytyłam i brzuch mi po porodzie nie został, a piersi przyjęły fajny rozmiar :), nie wyglądałam tragicznie. Najpierw koleżanki przestały przyprowadzać mężów, później moja współlokatorka ograniczyła koleżanki, bo ona sama przytyła, a koleżanki szczuplutkie i zaczęły się z ich strony porady, jak ma zrzucić nadwyżkę. Nie zrozumcie mnie źle, nie chodzi mi o krytykowanie czyjejś nadwagi, wiem, że ciało może po porodzie wyglądać różnie, ale 10-15 osób dziennie u jednej pacjentki od rana do wieczora to dla mnie przegięcie i coś musiałam zrobić. Do mnie przychodził tylko mąż, nikomu innemu nie pozwoliłam.
23 sty 17:48 | ocena: 96%
Liczba głosów:230
96%
3%
| odpowiedzi: 11
odpowiedz oceń: -1 +1
Link do tego komentarza:
Brak zdjęcia
Brak zdjęcia ~mama od 2012 Użytkownik anonimowy
~mama od 2012
Brak zdjęcia ~mama od 2012 Użytkownik anonimowy
do ~Anna:
Brak zdjęcia ~Anna Użytkownik anonimowy
23 sty 14:23 użytkownik ~Anna napisał:
Przykro mi, że nikt Cię nie odwiedził w szpitalu po urodzeniu dziecka .
A ja zgadzam się, że powinno być jakieś ograniczenie wizyt.. Trzy godziny po porodzie zaczęła odwiedzać mnie rodzina. Później koleżanki i przez trzy dni ciągły ruch. Nie miałam kiedy odpocząć po porodzie, byłam zmęczona i zła. Było mi też głupio ze względu właśnie na współlokatorkę, bo co to za radość karmić piersią przy obcych facetach? Jestem w drugiej ciąży i już zapowiedziałam, że nie chcę powtórki z tamtych dni. W szpitalu odwiedzać ma nas mąż, a dla reszty rodziny czas przyjdzie później. To jest czas, kiedy kobieta ma odpocząć, a nie przyjmować gości. Hormony szaleją, organizm jest wykończony, ciągłe krwawienie itd... Byłam zmuszona poprosić położną, żeby zwróciła moim gościom uwagę, że jest ich za dużo i żeby wyszli, bo niestety nikt z nich o tym nie pomyślał.
23 sty 14:52 | ocena: 97%
Liczba głosów:246
97%
2%
| odpowiedzi: 7
odpowiedz oceń: -1 +1
Link do tego komentarza:
Brak zdjęcia
Brak zdjęcia ~Alicja Beka Użytkownik anonimowy
~Alicja Beka :
Brak zdjęcia ~Alicja Beka Użytkownik anonimowy
Studiuję położnictwo, co prawda dopiero pierwszy rok, ale praktyki na oddziale położniczym już odbywam. Uwielbiam czytać tego bloga, buduję sobie jakiś tam obraz mojej przyszłości na jego podstawie. Wracam ze szpitala i z przyjemnością (o dziwo) czytając wpisy wracam do tego szpitala, tego zgiełku, bieganiny. Aby pracować z matkami, dziećmi.. Ogólnie ludźmi którzy na prawdę potrzebują naszej troski, pomocy, opieki (czasem wydaję się przy prozaicznych czynnościach jak np kąpiel, przejście kilku kroków, ssanie piersi mamusi) trzeba mieć w sobie ogromną pasję i powołanie. Czy ja je mam? Jeszcze się przekonam, ale Pani prowadząca tego bloga ma je na sto procent :) Życzę dalszej owocnej pracy i coraz większego grona czytelniczek i czytelników oczywiście:)
10 sty 20:33 | ocena: 91%
Liczba głosów:129
91%
8%
| odpowiedzi: 14
odpowiedz oceń: -1 +1
Link do tego komentarza:
Brak zdjęcia
Brak zdjęcia ~kocisko Użytkownik anonimowy
~kocisko
Brak zdjęcia ~kocisko Użytkownik anonimowy
do ~matka:
Brak zdjęcia ~matka Użytkownik anonimowy
23 sty 14:50 użytkownik ~matka napisał:
Kobieto, co ty wygadujesz - to, że ogląda kobietę rodzącą sztab ludzi z personelu, to nie powód, aby tabunom obcych ludzi musieć się pokazywać w takim stanie. Te odwiedziny całymi godzinami i stadami, to nie jest brak kultury, ale zwykłe chamstwo. Matkę i
Racja! W szpitalu, w którym ja rodziłam jasno było określone, że wizyty mogą trwać maksymalnie 15 min oraz kategoryczny zakaz przyprowadzania dzieci. Ale gdzie tam! Kto by tam przestrzegał głupich zasad! Ludziska to tak nie myślą, że głowa boli! Nikt nie pomyśli, że pacjentki przecież chodzą w koszulach nocnych, muszą przecież zejść z łóżka, dziecko nakarmić, pokarm ściągnąć, a jak u koleżanki już godzinę siedzi mąż, brat, teściu to ciężko leżeć cały czas pod kołdrą i się nie ruszać. Ja leżałam po cesarce, wiadomo 4 dni, i odwiedzał mnie tylko mąż max 15min, raz była moja mam i raz koleżanka, która jest pielęgniarką w szpitalu. Siostrze, szwagrowi i ich dzieciom pokazałam dziecko przy wejściu na oddział. I jakoś nie umarłam z tęsknoty za rodziną!
23 sty 16:18 | ocena: 95%
Liczba głosów:86
95%
4%
| odpowiedzi: 7
odpowiedz oceń: -1 +1
Link do tego komentarza:
Brak zdjęcia
Brak zdjęcia ~Anne Użytkownik anonimowy
~Anne :
Brak zdjęcia ~Anne Użytkownik anonimowy
Rodzilam w 1976 i 1987 i jedynie przy 2 porodzie pomogl mi rano lekarz a i tak cala noc musialam lezec w bolach sama na porodowce , bo pokoj pielegniarek w obu wypadkach byl podparty taboretem .Dodam ze 2 porod mial byc przez cesarskie ciecie ze wzgledu na stan mojego zdrowia , ale jak pisze nie mozny bylo dostac sie do poloznych , spaly! Lekarz wszedl na mnie i wycisnal mi corke ze mnie przy asyscie wielu lekarzy sprowadzonych szybko ze wzgledu na moj stan zdrowia. O pierwszym porodzie nie chce pisac , mysle ze krowom pomaga sie wiecej . Wiem ze czasy sie zmienily , ale wiem ze nie ludzie .Zawsze sa ci mili i uczciwi ludzie , jak i ci zlosliwi tak w srod pacjentek jak i w srod personelu.
23 sty 15:06 | ocena: 100%
Liczba głosów:29
100%
0%
| odpowiedzi: 1
odpowiedz oceń: -1 +1
Link do tego komentarza:
Brak zdjęcia
Brak zdjęcia ~Gosia Użytkownik anonimowy
~Gosia
Brak zdjęcia ~Gosia Użytkownik anonimowy
do ~mama2:
Brak zdjęcia ~mama2 Użytkownik anonimowy
14 sty 16:57 użytkownik ~mama2 napisał:
fakt, wkurzające są rodzinki odwiedzających. Ja leżałam w dwuosobowej sali. Do mnie raz na dzień ktoś przyszedł. posiedział pół godziny i poszedł. Do mojej współlokatorki cały czas przychodzili, turami. Maz z synkiem, potem teściowa z teściem, potem ciotk
mama2 masz rację. Też to przeżywałam. Leżałam na 2-osobowej sali, moje lóżko było od razu przy drzwiach. Było to strasznie krępujące, kiedy jej mąż, teściu ciotki, babcie współlokatorki itp. kręcili się koło mnie, a ja miałam zgodnie z poleceniem "się wietrzyć" i absolutnie nie zakładać majtek. Był sierpień ze 32 stopnie i brak klimy, więc nie jeden obcy pooglądał sobie mój goły poharatany tyłek. Do tego współlokatorka chyba miała jakieś specjalne przywileje, bo zarówno ja, jak i inne panie z pokojów obok mogły spotykać się z rodziną tylko na sali odwiedzin. Maluszka oczywiście nie wolno było tam zabierać. Nawet mąż nie mógł do mnie przychodzić! Widział małego tylko przy porodzie, a potem dopiero za 2 dni. Z jednej strony fajnie, że dbano o higienę, tylko dlaczego wybiórczo? Wspominam to okropnie, odwiedzać w szpitalu powinni tylko partnerzy, za przyzwoleniem współlokatorki, ewentualnie inna bliska osoba, ale pojedynczo! A ciotki, dziadkowie, wujkowie niech sobie poczekają z tydzień i odwiedzają w domu. Ja akurat chciałam mieć trochę spokoju i intymności i miałam ochotę widzieć się tylko z mężem.
23 sty 15:37 | ocena: 88%
Liczba głosów:9
88%
11%
| odpowiedzi: 13
odpowiedz oceń: -1 +1
Link do tego komentarza:

Inne artykuły:

Poprzednia
  • 1
  • 2
Następna »

Patroni medialni konkursu: