Artykuły

Szuflada ze wspomnieniami

Chustka

Janek miał 5 lat, kiedy Joanna, jego matka zachorowała. Lekarze wykryli u niej nowotwór, dawali pół roku życia. Zanim poszła na pierwszą operację, założyła bloga. Dla syna i męża. W internetowym dzienniku chciała zatrzymać te chwilę, kiedy są razem. To miała być ich szuflada ze wspomnieniami. Jest znacznie czymś więcej. Dla wielu innych.

Aneta Kopacz, reżyserka: - Jaka była Joanna? Bardzo inteligentna, z dobrym poczuciem humoru, wrażliwa, charyzmatyczna, towarzyska, żartująca - tak ją zapamiętałam. Ale była też zdystansowana, nieobecna. Silna i krucha jednocześnie. Mądra. Wypełniała sobą całą przestrzeń, ludzie jej słuchali. Troszczyła się o innych. Czym zaskakiwała? Elokwencją, szczególną inteligencją, sposobem bycia, polotem. Potrafiła trafnie nazywać, prosto i mądrze mówić o wszystkim, wydobywać istotę sprawy. Mnie zaskakiwała też urodą, za każdym razem wydawała mi się jeszcze piękniejsza, mogłam patrzeć na nią godzinami.

Jacek Maciejewski, prezes Fundacji Rak'n'Roll: - Spotkaliśmy się przy okazji realizacji kampanii dla naszej fundacji. Joanna brała w niej udział. Przyglądałem się jej relacji z Magdą Prokopowicz. Przysłuchiwałem temu, jak rozmawiają o swojej chorobie. To było zaskakujące i przejmujące przeżycie, bo mówiły o raku w sposób bardzo naturalny. Swobodnie i dowcipnie. Miały podobną energię. Były świadome tego co się dzieje, z czym się mierzą, a jednocześnie potrafiły rozładować atmosferę. Joanna była odważna. Na blogu poruszała często nawet najbardziej intymne sprawy. Setki osób milczą, a ona mówiła wprost. Taka była.

Anna Wacławik-Orpik, dziennikarka Tok FM: - ,,W radiu zobaczyłyśmy się po raz pierwszy w życiu. Usiadłyśmy w studiu i zaczęłyśmy rozmawiać: o jej życiu, chorobie i o erotyce, bliskości w chorobie nowotworowej. Ona kochała życie. Przełamywała granice ze smakiem i dużą klasą" (wypowiedź dla Tok FM).

Sama o sobie mówiła tak: ,,Jestem szczęśliwa, że zachorowałam. Przede wszystkim, dzięki rakowi zrozumiałam, że niewiele jest spraw wartych martwienia się. Choroba wzbogaciła moje macierzyństwo oraz moją relację z Mamą, ale przede wszystkim scementowała związek z partnerem, którego poznałam na krótko przed wykryciem choroby - wiem, że mogę na Nim całkowicie i we wszystkim polegać".

Joanna czyli Chustka

Joanna Sałyga. Dla niektórych bardziej znana jako ,,Chustka". Pod taką nazwą funkcjonuje jej blog, którego założyła, kiedy dowiedziała się o swojej chorobie. Był kwiecień 2010. Joanna załatwiała codzienne sprawunki i szykowała się do weekendowego wyjazdu na Mazury. Ból w okolicach podbrzusza nie dawał jej jednak spokoju. Umówiła się na wizytę do ginekologa. To miała być szybka, kontrolna wizyta.

Nie była. Najpierw USG, a potem seria badań wykazały, że Joanna ma nowotwór żołądka. Musi poddać się operacji. Lekarze termin zabiegu wyznaczyli na maj. Jeszcze w kwietniu Joanna założyła bloga.  Powstał dla bliskich, przede wszystkim dla syna. Janek miał 5 lat, kiedy Joanna zachorowała, lekarze dawali jej pół roku życia. W internetowym dzienniku chciała zatrzymać te chwilę, kiedy są razem. To miała być jego szuflada ze wspomnieniami.

Wspominała: - Zrozumieliśmy, że stoimy na rozstaju dróg - albo założę chustkę na łysą głowę i będę walczyła, albo pomacham bliskim chustką na pożegnanie.

Piotr, mąż Joanny: - Blog był prowadzony jako pamiętnik dla syna i dla mnie. Z czasem stał się ważny dla wielu ludzi, którzy pisali i dzwonili do Joanny. Gdy okazało się, że zmienił życie innych, stał się jeszcze ważniejszy dla mojej żony.

Poprzednia Następna »
Nie udało się dodać załącznika.
Nie udało się dodać więcej załączników, usuń któryś z już dodanych.
Poczekaj chwilę - trwa dodawanie załączników.

Komentarz został wysłany.

Przepraszamy Twój komentarz nie może zostać wysłany

Wkrótce pojawi się w serwisie. Zachęcamy do dalszej dyskusji. Wystąpił błąd i nie można zapisać komentarza.
Napisz komentarz...

 
Brak zdjęcia












Wpisz, jak chcesz się przedstawić
lub zaloguj się

Komentarze (162)

Brak zdjęcia
Brak zdjęcia ~Rozwaga Użytkownik anonimowy
~Rozwaga
Brak zdjęcia ~Rozwaga Użytkownik anonimowy
do ~Ela:
Brak zdjęcia ~Ela Użytkownik anonimowy
21 sty 09:22 użytkownik ~Ela napisał:
Nienawidzę, jak śmiertelnie chorzy mówia, że są szczęśliwi, bo zachorowali. Bo zrozumieli, bo docenili, bo zauważyli... " Chory egoizm. I mam prawo się wściekać! Moja siostra umierała mając ledwie 22 lata. I dałaby całą tą pieprzoną widzę o wartościach, b
Powiem Ci że ja bardzo się dziwie gdy ktoś, ktokolwiek, mowi "nienawidzę" Nie rozumiem i nie poijmuję w moich emocjach tego słowa, nie pojmuję go w ogóle. MOja córa jest chora, ma nowotwór złosliwy, jst po dwóch straszliwie cięzkich operacjach i po strasznym pasmie cierpienia. Dzisaj znowu jest na konsultacji u jedynego specjalisty w zakresie jej nowotworu bo nikt w POlsce i na świecie nie wie jak to leczyć. Cierpię straszliwie, córa przeszła potworne zagrożenie i ogrom cierpienia z powodu zaniedbania lekarskiego po drugiej operacji, ale nie nienawidzę, nie wiem czym jest takie uczucie, i co ono okresla. Znam cierpienie wielu ludzi, znam Chustkę i jej historie, emocje, ból, radośc, smutek i tragizm, znam jej synka i wiem, że odeszła przedwcześnie. Znam majeczkę, znam Kube, znam Szymonka, znam Moniczkę, znam Sandrusię: oni wszyscy odeszli i wszyscy cierpieli a najbardziej cierpieli ich Rodzice. Nikt z nich nie mówi" nienawidzę".
21 sty 11:11 | ocena: 94%
Liczba głosów:111
94%
5%
| odpowiedzi: 18
odpowiedz oceń: -1 +1
Link do tego komentarza:
Brak zdjęcia
Brak zdjęcia ~halina Użytkownik anonimowy
~halina :
Brak zdjęcia ~halina Użytkownik anonimowy
Bardzo ładny napisany tekst wzruszyłam się, najgorzej to przeżywa rodzina bo ten co odchłodzi już nic nie czuje jest mu dobrze w niebie i będzie czekał na nas. Przeżyłam też tragedie ponieważ mój mąż też tak szybko odszedł, to było 22 listopada 2011r. pojechał tylko na działkę ale z tej działki już nie wrócił miał silny zawał a dopiero miał 58 lat. Byliśmy małżeństwem 37 lat. Ja do dziś nie mogę się pogodzić. Musimy być gotowi każdego dnia w każdej chwili bo nie wiadomo kiedy nam przyjdzie pożegnać się z tym światem. Trzeba być dobrym człowiekiem żeby nikt nie płakał przez nas. Wiem że przeżycie jakie doświadczyłam nauczyło mnie pokory i zrozumieć drugiego człowieka. Pozdrawiam wszystkich życzę dużo zdrowia, miłości wyrozumienia. Nie doceniamy tego co mamy.
21 sty 09:38 | ocena: 97%
Liczba głosów:108
97%
2%
| odpowiedzi: 7
odpowiedz oceń: -1 +1
Link do tego komentarza:
Brak zdjęcia
Brak zdjęcia ~Beata Użytkownik anonimowy
~Beata :
Brak zdjęcia ~Beata Użytkownik anonimowy
Mój mąż choruje na raka. Od sześciu lat. Przechodziliśmy wspólnie kolejne etapy choroby. Niestety zbliżamy się do tego ostatniego... Od lata łapczywie łapiemy każdą wspólną chwilę. Razem, we trójkę - on, ja i nasza dziesięcioletnia córka. Choroba całkowicie zmieniła nasze życie. Przed chorobą było między nami było bardzo źle. Wydawało się, że choroba sprawi, że zacznie się między nami układać. Nic takiego nie miało miejsca. BYło bardzo trudno - poświęcenie, oddanie i robienie wszystkiego, żeby uratować człowieka, z którym niezbyt dobrze się układa... Po dwóch latach walki z chorobą, ale i ciągłych kłótni, oboje doznaliśmy olśnienia. To było, gdy mąż "niby" wyszedł z choroby, gdy znikły wszystkie przerzuty... Tuż przed świętami Bożego Narodzenia ciągle się sprzeczaliśmy, nie mogliśmy się dogadać... Nagle spojrzałam na naszą Agatkę - zdrową uśmiechniętą dziewczynkę - największą radość naszego życia - mąż bardzo ją kocha, ja również... I zaczęliśmy rozmawiać i
nagle oboje przejrzeliśmy na oczy - mamy przecież cudowne dzieciątko, mąż - wówczas zdawało się, że wysmyknął się z choroby, nasi rodzice żyją, są zdrowi, mamy środki do życia, pracę, mamy gdzie mieszkać - mamy siebie, mamy wszystko, co jest potrzebne, żeby być szczęśliwym i robimy wszystko, żeby sobie to szczęście odebrać. Nikt inny nie jest odpowiedzialny za to, że żyjemy w złości i jesteśmy nieszczęśliwi - tylko my sami... Ja i on. Tamte święta były przełomowe... Od trzech lat jesteśmy najszczęśliwszym małżeństwem na świecie. Pomimo toczącej męża choroby. Pomimo, że to prawdopodobnie ostatnie miesiące, a może i tygodnie jego życia... Nie chcemy stracić ani jedenj chwili, ani jedengo dnia. Spędzamy razem popołudnia, weekendy. Razem oglądamy filmy, gramy, urządamy sobie pogaduchy... Cała nasza trójka. Dojrzeliśmy już do tego, ze oboje mamy świadomość, co nas czeka i oboje chcemy przejść przez ten trudny czas jak najbardziej godnie. W harmonii i miłości. NIkt tego nie rozumie. Rodzice, teściowie. Tylko my dwoje czujemy tak samo. Przyrzekłam mu, że będę z nim do samego końca i będę go pilnować, żeby odchodził w psychicznie jak najbardziej komfortowych warunkach. I zrozumiałam co to znaczy "i że Cię nie opuszczę aż do śmierci"... Czy zrozumiałam istotę miłości? Jak bardzo inaczej pojmuję dzisiaj miłość małżeńską...
Wszystkim życzę takiego zrozumienia istoty życia z drugim człowiekiem, choć nie życzę takiego scenariusza w dochodzeniu do tej mądrości. A może tylko tą drogą można ją, tę mądrość osiągnąć?
21 sty 13:41 | ocena: 97%
Liczba głosów:43
97%
2%
| odpowiedzi: 3
odpowiedz oceń: -1 +1
Link do tego komentarza:
Brak zdjęcia
Brak zdjęcia ~ida Użytkownik anonimowy
~ida
Brak zdjęcia ~ida Użytkownik anonimowy
do ~Ela:
Brak zdjęcia ~Ela Użytkownik anonimowy
21 sty 09:22 użytkownik ~Ela napisał:
Nienawidzę, jak śmiertelnie chorzy mówia, że są szczęśliwi, bo zachorowali. Bo zrozumieli, bo docenili, bo zauważyli... " Chory egoizm. I mam prawo się wściekać! Moja siostra umierała mając ledwie 22 lata. I dałaby całą tą pieprzoną widzę o wartościach, b
Niedawno odszedł ktoś mi bliski. Nie chciał odejść, ale nowotwór zwyciężył. Całe życie starał się żyć według zasad, by być dobrym człowiekiem i nikogo nie skrzywdzić. Co miał więc zrozumieć na koniec? Chyba tylko to, że już nie spędzi z nami żadnego dnia, że już nie będzie uczestniczył w naszym życiu... Życzył nam szczęścia, ale rozpaczliwie nie mógł się pogodzić z tym, że sam musi odejść. Być może ludziom, którzy żyją źle, którzy nie myślą o innych, o wartościach, choroba coś uświadamia...
21 sty 12:12 | ocena: 100%
Liczba głosów:13
100%
0%
odpowiedz oceń: -1 +1
Link do tego komentarza:
Brak zdjęcia
Brak zdjęcia ~optymistka Użytkownik anonimowy
~optymistka :
Brak zdjęcia ~optymistka Użytkownik anonimowy
13 miesiecy temu lekarz stwierdził u mnie raka piersi. Szok, niedowierzanie!!. Operacja, niestety całkowita mastektomia, nastepnie chemioterapia. Chemioterapię znosiłam bardzo żle. Miałam 4 serie co 3 tygodnie.Po zakończeniu chemioterapii zostałam zakwalfikowana na rehabilitację do Ustronia. Byłam tam 3 razy w 2011r. Cudowni rehabilitanci. Spotykałam się z kobietami, które są w podobnej sytuacj. Tam uzmysłowiłam sobie, że mozna cieszyć się życiem. Jest pewne, że od chwili choroby przewartościowało mi się życie.
Nigdy nie pomyślałam żeby zaniechać leczenia. Wiem, że będę musiała ciągle rehabilitować rękę aby była sprawniejsza. Wiem, że będzie dobrze. Wygrałam już pierwsze bitwy, wygram całą wojnę. Jestem bardzo mocna psychicznie, chociaż bywały bardzo trudne chwile.
21 sty 12:56 | ocena: 96%
Liczba głosów:25
96%
4%
| odpowiedzi: 3
odpowiedz oceń: -1 +1
Link do tego komentarza:
Brak zdjęcia
Brak zdjęcia ~Gosia Użytkownik anonimowy
~Gosia :
Brak zdjęcia ~Gosia Użytkownik anonimowy
Szkoda że moja mama nie zrobiła podobnych wspomnień dla mnie. Umarła w 1995 roku, ale do dziś mi jej brakuje. Po mimo że mam 38 lat . Człowiek cieszy się ze ma jak najdłużej bliską osobę ale też nie może patrzeć codziennie jak powoli odchodzi . Ja przez dwa lata ,dzień po dniu, patrzyłam jak mama odchodzi ...boli to do dziś to uczucie . Żałuję że nie powiedziałam Jej jak BARDZO Ją kocham i że będzie mi Jej brakować . Zrozumie to to Ten ,kto stracił bliską osobę .
21 sty 11:27 | ocena: 100%
Liczba głosów:6
100%
0%
odpowiedz oceń: -1 +1
Link do tego komentarza:
Brak zdjęcia
Brak zdjęcia ~zz_top Użytkownik anonimowy
~zz_top
Brak zdjęcia ~zz_top Użytkownik anonimowy
do ~Judyta:
Brak zdjęcia ~Judyta Użytkownik anonimowy
21 sty 09:35 użytkownik ~Judyta napisał:
Prawda jest bolesna i jedna, w POLSCE nie istnieje profilaktyka. Ciągle nie ma pieniędzy, oszczędności polityków naszym kosztem. Terminy długie na wizyty u specjalistów i kolejny absurd na chemioterapię czeka się 2 lata. Jak przy takiej służbie zdrowia m
Nie do końca się z tobą zgodzę - wiele przypadków śmiertelnych to nie tyle brak kasy to błędów lekarzy i doświadczeń na pacjentach. No ale na kimś muszą się nauczyć. Moja mama jest tego dowodem. Guz wykryty w początkowej fazie. Sposobem leczenia doprowadzili do takiego rozsiewu, że ho ho. I bardziej winię w tym konkretnym przypadku lekarzy za oczywiste błędny niż Państwo za brak kasy. Bo "podkreślam" w mojej mamy konkretnym przypadku kasy państwo kasy dało sporo. Tyle że w fatalny sposób ją wydatkowano i za to już winę ponoszą lekarze.
21 sty 11:41 | ocena: 94%
Liczba głosów:17
94%
5%
odpowiedz oceń: -1 +1
Link do tego komentarza:
Brak zdjęcia
Brak zdjęcia ~Jetem za eutanazją. Użytkownik anonimowy
~Jetem za eutanazją.
Brak zdjęcia ~Jetem za eutanazją. Użytkownik anonimowy
do ~IXS:
Brak zdjęcia ~IXS Użytkownik anonimowy
21 sty 14:02 użytkownik ~IXS napisał:
To ci powiem czlowiek w momencie choroby potrzebuje drugiego czlowieka i jego w sparcia a nie eutenazji jak ty w tym momencie myslisz poco eutanazja skoro czlowiek i tak umiera dac mu w sparcie miec dla niego czas miłość to jest ważne wiem coś o tym sama
Eutanazja, to odchodzenie w momencie, gdy już i tak to są twoje ostatnie chwile na tym padole, gdy bardzo cierpisz i niestety nie pomagają najmocniejsze środki przeciwbólowe, gdy trzymają cię w jakimś półśnie, bo nie wolno przyspieszyć odejścia a i tak to będzie nieuniknione w kilku najbliższych dniach, czy tygodniach. Eutanazja powinna być właśnie dlatego, że medycyna bardzo jest rozwinięta i znacznie przedłuża życie w bólu, a właściwie ból nie dając nic w zamian /nie widzieli lekarze możliwości w wyleczeniu raka, dawali 1/2 roku życia, ale namawiali do leczenia/. We wcześniejszych okresach /czyli dawniej / człowiek nie cierpiał długo, bo nie było takiej diagnostyki i leków - "dostał wodę w boku i po tygodniu umarł". Proszę zapamiętać, że w walce o eutanazję - eutanazja nie jest dla wszystkich. Eutanazja jest dla ludzi, którzy muszą spełnić minimum 2 /słownie : dwa/ warunki. Po pierwsze bardzo cierpią i nie mają szansy na wyleczenie i po drugie nie chcą już dłużej cierpieć. Nikt nie chce zmuszać człowieka do zakończenia życia - jeśli ma siłę do cierpienia i chce cierpieć - to proszę bardzo cierp, ale tym którzy nie chcą cierpieć, którzy boją się ostatniego stadium cierpienia, gdzie człowiek z bólu jest upodlony przez ten ból, pozwólcie w majestacie prawa zakończyć życie wtedy, kiedy już nie chce cierpieć.
21 sty 15:56 | ocena: 89%
Liczba głosów:19
89%
10%
odpowiedz oceń: -1 +1
Link do tego komentarza:
Brak zdjęcia
Brak zdjęcia ~Mariusz Użytkownik anonimowy
~Mariusz
Brak zdjęcia ~Mariusz Użytkownik anonimowy
do andy.felek1:
Brak zdjęcia andy.felek1 Onet Zobacz profil
21 sty 08:58 użytkownik andy.felek1 napisał:
Polak musi każdemu pokazać że choruje !
Nie masz zrozumienia i współczucia dla drugiej osoby, tutaj nie chodzi o to, że " Polak musi pokazać, że choruje" tylko o to, że warto walczyć, bo mamy, dla kogo. U Ciebie widać przeciwieństwo, ty widocznie nie masz, dla kogo i po co, widocznie Ciebie czy twoją rodzinę nie dosięgła taka choroba a zarazem cierpienie. Choroba, cierpienie bliskiej Ci osoby bardzo zbliża ludzi, uczucie miłości, współczucie chodź czasu pozostaje niewiele, ale do tego wszystkiego człowiek musi mieć w sobie to Coś, co potrzebuje właśnie ta druga osoba, (czego ty widocznie nie masz)
Uczmy Kochać się ludzi/ bliskich póki nie jest za późno.

21 sty 09:47 | ocena: 85%
Liczba głosów:28
85%
14%
odpowiedz oceń: -1 +1
Link do tego komentarza:
Brak zdjęcia
Brak zdjęcia ~amandatsa36 Użytkownik anonimowy
~amandatsa36
Brak zdjęcia ~amandatsa36 Użytkownik anonimowy
do andy.felek1:
Brak zdjęcia andy.felek1 Onet Zobacz profil
21 sty 08:58 użytkownik andy.felek1 napisał:
Polak musi każdemu pokazać że choruje !
Życzę Ci zdrowia! Żebyś nie musiał pokazać , że chorujesz. To nie o to chodzi, człowiek stąpający nad przepaścią, zaczyna zupełnie inaczej postrzegać świat. Życie nabiera innego wymiaru,jeśli ma dla kogo walczyć ,to walczy, jeśli nie, odchodzi. Niejednokrotnie symbolem tej walki staje sie jakiś drobiazg, który nabiera ,w tych okolicznościach nowego znaczenia. Pamiętnik , czy dziennik takiej osoby, staje się ,dla najbliższych swego rodzaju testamentem,czymś najcenniejszym co może po sobie zostawić.Niekiedy innym daje siłę do walki, o to co najważniejsze. Dla osób o małej wrażliwości, czyli intelektualnie ubogich, jak Ty, staje się zwykłą skargą, lub sposobem zwrócenia na siebie uwagi.
21 sty 10:20 | ocena: 85%
Liczba głosów:34
85%
14%
odpowiedz oceń: -1 +1
Link do tego komentarza:

Inne artykuły:

Poprzednia
  • 1
  • 2
Następna »